VIII.
,,Another senimental argument
and bitter love
fucked without a kiss again
and dragges it trough the mud"
and bitter love
fucked without a kiss again
and dragges it trough the mud"
Chłopak nie mógł zasnąć. Podniósł się z łóżka z wyraźną niechęcią. Z wyraźnym obrzydzeniem spojrzał na swoje odbicie w lustrze.
Przetarł rękawem piżamy zaparowane okno. Trawę na błoniach pokrywał szron, powoli nadchodziły chłodne dni. Niebo było zachmurzone, ale nie padało.
Ponura pogoda zdawała być odzwierciedleniem jego podłego nastroju.
Stracił jakąkolwiek chęć do życia. Hermiona wybrała Freda. Otwarcie się do tego przyznała.
W dodatku nazwała go egoistą. A może po części miała rację?
Może rzeczywiście, on - Ronald Bilius Weasley nim jest? Może faktycznie zachowuje się, jak rozkapryszone dziecko, dla którego liczy się tylko odzyskaniem swojej "zabawki".
W jego sercu nadal tliła się iskierka nadziei.
Może Hermiona jeszcze zmieni zdanie?
Nie! - zagrzmiał rozsądek.
Ona wybrała Freda i musisz się z tym pogodzić.
Ron nie potrafił. Nie potrafił przyjąć tego do wiadomości. Dalej kipiała w nim nienawiść do bliźniaka. Nadal życzył mu jak najgorzej.
Ronaldzie Weasley, nie przez przypadek zostałeś umieszczony w Gryffindorze. Nie możesz żyć nienawiścią!
Chłopak zdał sobie sprawę, że cały dygoce z wściekłości.
Poczuł czyjąś dłoń na ramieniu.
- Długo tak nie pociągniesz, uwierz mi. - mruknął ponuro Harry.
- Ja ją nadal kocham, rozumiesz? Nie mogę patrzeć, jak on ją... - załamał mu się głos. - Harry, bez niej moje zycie straciło jakikolwiek sens.
- Wiem, że ją kochasz, ale nie możesz się tak zadręczać. To niczego nie zmieni.
- Niczego nie zmieni? Bo w jej oczach zawsze będę nic nie wartym śmieciem gorszym od niego. Tak?
- Ron, na miłość boską weź się w garść i przestań się nad sobą użalać! - wrzasnął czarnowłosy budząc resztę współlokatorów.
- Co się stało?! - przerażony Neville zerwał się z łóżka i odsłonił kotarę.
- Też chcielibyśmy wiedzieć. - dodali Dean i Seamus przecierając oczy.
- Nic. Możecie spać dalej. W końcu dziś sobota. - mruknął Harry.
- Weź się w garść? Łatwo ci mówić. - burknął Ron, kiedy Thomas, Finnigan i Longbottom wrócili do łóżek. - Wątpię żebyś kiedykolwiek czuł coś takiego do dziewczyny. Zawsze jesteś zajęty ratowaniem świata czarodziejów. ,,Chłopciec, Który Przeżył" nie ma czasu na tak przyziemne sprawy.
- Ah, tak? Skoro tak sądzisz to nie widzę sensu dalszej rozmowy. - Potter wrócił do łóżka i zasłonił kotarę.
Wściekły Ron cisnął poduszką o ścianę kląc pod nosem.
Wiedział, że nie zdoła zasnąć.
Ubrał się i częściowo doprowadził do porządku swój wygląd.
Uchylił lekko drzwi do pokoju wspólnego by sprawdzić, czy nikogo tam nie ma i usłyszał znajome głosy.
-...chcę jej powiedzieć, George. - upierał się Fred. - Ona już się domyśla, że cos przed nią ukrywam. Wpadła na mnie w bibliotece, kiedy oddawałem tą książkę.
- Czemu mi o tym wczesniej nie powiedziałeś?! - oburzył się George.
- Spokojnie, zasłoniłem tytuł ręką. - zapewnił go jego bliźniak. - Ale jednocześnie dałem jej powody do podejrzeń.
- Żałuję, że nie składaliśmy Wieczystej Przysięgi. O nic byś mnie teraz nie prosił.
- Oszalałeś? Wieczysta Przysięga?! Przecież wiesz, co się dzieje kiedy ją złamiesz, nawet przypadkowo.
- Wiem, wiem. - przeciągnął palcem po szyi. (Ron dostrzegł ten gest, bo George siedział dokładnie na przeciwko schodów do jego dormitorium.) - Ale wtedy wszystko byłoby prostsze. Nie po to przez ostatnie dwa lata strzegliśmy naszej tajemnicy, żebys teraz ty wszystko wypaplał dziewczynie, którą się zauroczyłeś.
- Darzę ją zaufaniem i chcę jej powiedzieć!- oburzył się Fred
- Ciiii! Jeszcze ktoś was usłyszy. - do rozmowy przyłączył się Lee Jordan, który do tej pory przysłuchiwał się wymianie zdań między braćmi. - Moim zdaniem powinniśmy wstrzymać się trochę z decyzją. Trzeba się nad tym powaznie zastanowić. Jeżeli ta informacja dotrze do kogoś nieodpowiedniego możemy mieć niezłe kłopoty.
- Chyba masz rację. - powiedzieli jednoczesnie bliźniacy.
Wszyscy trzej podnieśli się z foteli i wrócili do swojego dormitorium.
Serce Rona przyspieszyło. Oni coś ukrywają! Przysięga Wieczysta, możemy mieć niezłe kłopoty - to chyba na prawdę coś poważnego.
I nagle chłopak wpadł na pomysł.
Przecież teraz ma Freda w garści. Wystarczy tylko trochę umiejętności aktorskich.
Uda, że wie więcej niż w rzeczywistości.
Musi tylko być z Fredem na osobności.
*
- Ron chodzi ostatnio załamany. - mruknęła Lavender przeżuwając leniwie swojego naleśnika.
- Oh, daj spokój, Lav! Nie mów, że ten Weasley ci się podoba. - Parvati spojrzała ze zdziwieniem na najlepszą przyjaciółkę.
- A nawet jeśli...
- Czyli ci się podoba! - przerwała jej Patil. - Mówię ci, Lavender daj sobie spokój. Przecież on nadal kocha Hermionę - dlatego jest taki załamany.
- Ale ona go nie, co oznacza, że jest wolny.
- No i co z tego? To nie jest chłopak dla ciebie.
- Dlaczego?
- Bo nie!
- Widzisz! Nawet nie masz argumentów!
- On nawet nie zwróci na ciebie uwagi!
- Skąd wiesz?
- Nie trzeba być geniuszem żeby to wiedzieć. - Parvati siegnęła po sok dyniowy. - O wilku mowa - właśnie tu idzie.
Rzeczywiście - w ich stronę szedł wysoki, piegowaty rudzielec z rękami w kieszeniach jeansów. Opadł na wolne miejsce obok nich.
Patil westchnęła ciężko. Nie uśmiechało jej się pełnienie roli swatki.
- Cześć Ron! Jak się masz? - zawołała dziarsko Lavender.
- Że niby co mam jak? - rudy spojrzał na nią obojętnym wzrokiem.
Parvati zachichotała.
- Pytałam o samopoczucie. - sprecyzowała Brown. - Humor. - dodała
- Samopoczucie? Oh, jak widzisz nie najlepsze. Szczerze mówiąc : fatalne.
- Mogę ci jakoś pomóc?
- Obawiam się, że nie.
- Chciałabym wiedzieć, jak mogę poprawić ci humor. Rozumiem, że cierpisz, ale...
- I tu jest właśnie problem. - przerwał jej. - Nie rozumiesz.
- Ale ja chciałam tylko... - Lavender była bliska płaczu.
- I co? Zadowolony jesteś z siebie?! - wybuchła Patil przysłuchująca się ich rozmowie. - To, że dziewczyna dała ci kosza nie oznacza, że możesz bezkarnie ranić wszystkie inne! Jesteś podłym egoistą! Życzę powodzenia w dalszym użalaniu się nad sobą! - chwyciła przyjaciólkę za rękę i odeszły w stronę Sali Wejściowej.
I znowu został nazwany egoistą! Czyli jednak nim jest?
Może faktycznie za bardzo się skupia na swoim cierpieniu i rani przez to innych ludzi.
Ale z drugiej strony... czego chciała od niego Lavender? Przyczepiła się go, jak rzep psiego ogona. Mogę ci jakoś pomóc? ...poprawić humor - niby, co to miało znaczyć?
Czyżby ona go podrywała?
Ostatnia rzeczą, jakiej teraz potrzebował było zbędne towarzystwo tej dziewczyny.
Nic do niej nie miał, ale teraz był zajęty czymś innym.
Miał przydatne informacje i chciał je jak najlepiej wykorzystać.
Musi tylko ,, porozmawiać" z Fredem na osobności.
Śledził go w drodze na śniadanie, ale cały czas ktoś mu towarzyszył. Najpierw George i Lee, później Hermiona...
Kiedy chłopak wstał od stołu - ruszył za nim. Teraz była z nim Ginny. Rozstali się przy schodach prowadzących do pokoju wspólnego.
Obok Ginny zjawił się Corner i odeszli gdzieś razem. Fred odłączył się od nich i wspiął sie po schodach do wieży Gryffindoru.
Ron nie odstępował go na krok.
Pod tablicą z ogłoszeniami w pokoju wspólnym zgromadził się spory tłum.
Bliźniak zaczepił Creevey'a, który właśnie przeciskał się między podekscytowanymi Gryfonami.
- O co chodzi?
- McGonagall wywiesiła daty wyjść do Hogsmeade. - wyjaśnił blondyn. - Pierwsze ma być 17 października.
- Hmmm... Trochę późno, nie uważasz?
- Może Umbridge maczała w tym palce. - zażartował Colin i odszedł do swojego brata Dennisa machającego ręką w jego stronę.
Fred odszukał w tłumie Lee Jordana. Rozmawiali o czymś ściszonymi głosami, Ron nie miał szans by usłyszeć cokolwiek tym bardziej, że w pokoju wpólnym było dosyć głośne.
Okazja do ,,rozmowy" nadarzyła się dopiero po obiedzie, kiedy chłopak skierował się do toalety i conajważniejsze nikt zbędny mu nie towarzyszył.
Kiedy Ron wszedł do środka Fred opierał się o umywalkę.
- Oh, Freddie! - udał zaskoczenie. - Jak dobrze się składa! Właśnie...
- Daruj sobie. Wiem, że mnie śledziłeś. Czego chcesz?
- Porozmawiać.
- Porozmawiać?! Nie rozmieszaj mnie! Chyba nie mamy o czym.
- A właśnie, że mamy.
- Nie sądzę. - chłopak juź miał chwycić za klamkę i opuścić toaletę...
- Znam wasz sekret. - powiedział Ron głośnym szeptem.
- Jak? - ręka Freda zawisła w powietrzu.
Ryba połknęła haczyk.
- Nie ważne jak. Ważne, że wiem. - uśmiechnął się ironicznie. - A teraz mnie posłuchaj. Tylko uważnie, bo nie będę powtarzać. Powiesz Hermionie, że jej nie kochasz i że nie możecie się już więcej spotykać. Masz czas do poniedziałku do 16:00. Jeżeli tego nie zrobisz ty, George i Lee możecie mieć niezłe kłopoty. Wszystko jasne, tak?
- Szczerze wątpię! - zawołał George wparowując do łazienki razem z Lee Jordanem. Z kieszeni rudzielca zwisał cielisty sznurek od Ucha Dalekiego Zasięgu.
- Jak... wy?
- Fred nam powiedział, że od rana go śledzisz. Postanowiliśmy dać ci nauczkę. - powiedział Lee.
- Nie sądzę żebyś znał naszą tajemnicę. Jest odpowiednio strzeżona. - mruknął George. - Najprawdopodobniej podsłuchałeś naszą poranną rozmowę.
- Następnym razem musimy być bardziej ostrożni, chłopaki. - Lee chwycił za różdżkę. - Obliviate !
*
- Dzisiaj, kiedy razem z Michaelem wracaliśmy z biblioteki przypadkiem podsłuchaliśmy, jak Snape i McGonagall się kłócili. - mruknęła Ginny drapiąc Krzywołapa pod szyją. - Zgadnij o co!
- Nie mam zielonego pojęcia. - Hermiona odrzuciła swój egzemplarz Tysiąca magicznych ziół i grzybów na stolik.
- W czasie obiadu ktoś ukradł ostatnia buteleczkę wielsokowego z gabinetu Snape'a.
- Po co komu eliksir wielosokowy? To podejrzane. Niech zgadnę! Oskarżył Gryfonów.
- Oczywiście. Chciał żeby przeszukać pokój wspólny. Mówił, że to z pewnością sprawka ,,Pottera i jego przyjaciół".
- A McGonagall?
- Wkurzyła się, a jakże. Nawrzeszczała na niego, że bez dowodów nie ma prawa oskarżać jej uczniów.
- A nie mogli użyć zaklęcia przywołującego?
- Snape podobno próbował.
- Hmmm. Ciekawe. Czytałam kiedyś, że istnieją miejsca, w których to zaklęcie nie działa, ale jest ich bardzo niewiele. Albo istnieje też bardziej prawdopodobna możliwość - ktoś wyniósł eliksir z zamku.
- A zaklęcia ochronne? I te wszystkie inne zabezpieczenia.
- Zapominiałam o nich. Kurdę. Myślisz, że w Hogwarcie istnieje takie miejsce?
- Nie mam pojęcia. - Ginny wzruszyła ramionami.
No comments:
Post a Comment