Sunday, 28 October 2012

Rozdzial II - Wyznanie Freda


*Rozdział zawiera rozmowę Freda i Ginny wspomnianą rozdziale poprzednim : ).


II.
"I don't believe that anybody
Feels the way I do
About you now"


- Fred.?
- Taaak?
- Chciałabym ci coś pokazać. - szepnęła bratu do ucha Ginny
- Co? - zapytał beznamiętnie
- Chodź, zobaczysz. - chwyciła go wyjątkowo energicznie za rękę.
Zgrabnie ominęli porozrzucone po podłodze skarpetki Rona. Reszta zawzięcie dyskutowała na temat drużyn quidditcha, prócz Hermiony zaczytanej w Histori Hogwartu.
Ginny puściła do niej oko i razem z bratem zniknęła za drzwiami.
- Hmm. Tutaj na nikt nie będzie przeszkadał - powiedziała bardziej do siebie, niż do Freda chwytając za klamkę w kształcie węża i otwierając drzwi do pokoju swojego i Hermiony.
- Co chcesz...
-Właź - przerwałała mu.
Weszli do pomieszczenia. Mimo ponurego wyglądu, panował w nim porządek. Ubrania leżały złożone w szafie, łóżka pościelono, książki, kociołki, składniki eliksirów spoczywały w kufrach, a żaden element bielizny nie znajdował się na podłodze. Ginny zamknęła drzwi na zasuwę.
- Siadaj - mruknęła wskazując łóżko współlokatorki, a sama opadła na swoje.
- No więc, co chcesz mi pokazać, siostrzyczko ? - zapytał Fred z przesadną grzecznością, trochę już zniecierpliwiony.
- Nie bądź nieuprzejmy. - powiedziała - Nie chcę ci niczego pokazać. - wzruszyła ramionami i uśmiechnęła się.
- To możesz mi łaskawie powiedzieć, po co mnie tu ściągnęłaś? - zapytał 
- Nie denerwuj się, spokojnie. Chcę tylko z tobą POROZMAWIAĆ.
- O CZYM? - zadał to pytanie, mimo iż domyślał się już odpowiedzi.
- O nagłej zmianie twojego zachowania. I o tym, że zrobiłeś sie OPRYSKLIWY wobec MNIE. - wzięła głęboki wdech - O Angelinie Johnson. - powiedziała nieco ciszej, bojąc się reakcji starszego brata.
- O Angelinie, powiadasz? - zapytał ironicznie - Macie jakąś zmowę z Georgem ?!
- Nie. - zaprzeczyła - I proszę cię nie podnoś głosu. Ja tylko chciałam ci pomóc. Jesteś moim bratem. Nie mam zamiaru się z ciebie nabijać i dokuczać ci z powodu Angeliny, jak George... - przy ostatnich słowach była bliska płaczu.
- Oh, Ginny ja... - usiadł koło niej i przytulił ją
- Ja tylko chciałam ci pomóc. - łkała w jego ramię
- Wiem, wiem przepraszam. Dobrze. Powiem ci wszystko. Tylko proszę cię nie płacz już. Może faktycznie, jak wyrzucę to siebie, to coś pomoże. - mruknął
- Naprawdę? - zapytała z niedowierzaniem ocierając łzy
- Tak. - uśmiechnął się przepraszająco.
- Kochasz Angelinę? - zapytała
- Nie. - odparł, a zabrzmiało to dosyć przekonująco. - Jesteśmy tylko przyjaciółmi. - wyjaśnił
- To dlaczego ostatnio jesteś jakiś inny? Taki małomówny
Fred westchnął :
- George w jednym miał rację. Zakochałem się. Tylko, że nie w Angelinie.
- A w kim? W Alicji Spinnet?
- Niee. - zaśmiał się - Nie w Alicji Spinnet. Ani w Katie Bell ani też w Lavender Brown.
- A więc w kim?
- Znasz ją bardzo dobrze. Jest w pokoju obok. - powiedział cicho
Na chwilę zapadła cisza. Ginny wpatrywała się w niego unosząc brwi.
- Ale przecież... - odezwała się w końcu. - To niemożliwe... - He-her-miona? Hermiona? NASZA HERMIONA?!
- Tak, spokojnie. Błagam tylko mnie nie zabij. - wbił wzrok w podłogę.
- Fred, och to wspaniale! - pisnęła i rzuciła mu się na szyję - To wspaniale. - powtórzyła - Nie mogę w to uwierzyć. Ty i Hermiona. To cudownie.
- Na prawdę tak bardzo się cieszysz? - zapytał niepewnie
- Oczywiście.! Jesteś moim bratem! Cieszę się twoim szczęściem! - zaświergotała wesoło - Po prostu nie mogę w to uwierzyć TY i Hermiona.
- Ej! Ja nie wiem, czy ona też coś do mnie czuje więc się wstrzymaj z tą radością. - podjął próbę sprowadzenia siostry na ziemię.
- Och na pewno tak, na pewno... - powtarzała wesoło, ignorując go.
- Tylko nie waż się jej nic mówić. - mruknął
- Sam jej to powiesz. - powiedziała śmiało Ginny - Oczywiście w swoim czasie - dodała widząc minę brata.
- Jeśli tylko coś jej powiesz. Zostaniesz królikiem doświadczalnym moim i George'a - zagroził
- Nic jej nie powiem. Obiecuję. - powiedziała ze śmiechem kładąc rękę na sercu i unosząc dwa palce. 
Poczochrała mu włosy, wyszła z pokoju i zjechała po poręczy na dół, na kolację, a chłopak zbiegł za nią.

No comments:

Post a Comment