Monday, 29 October 2012

Rozdział X - Na otarcie łez

X.



Ten dzień zaczął się okropnie. Najpierw zaspała i prawie spóźniła się na śniadanie. Później, przed historią magii wpadła Rona. Jego natarczywość nie dawała jej wyboru - musiała mu wyjaśnić z kim, tak na prawdę spędził wczorajsze popołudnie. Jak się można było spodziewać - nie był zadowolony.
Teraz czekała ją godzina eliksirów. Na szczęście tylko godzina. Nie mieli drugiej lekcji ze względu na mecz Gryfonów z Krukonami. W lochach, jak zwykle było okropnie zimno. Prawie wszyscy byli już pod klasą. Malfoy skrzywił się na jej widok i za jej plecami symulował odruchy wymiotne, co bardzo rozśmieszyło jego kolegów. Hermiona przysunęła się bliżej Harry'ego ignorując Ślizgona.
- Gdzie Ron? - zapytała cicho
- W skrzydle szpitalnym. Zjadł chyba ze dwadzieścia krwotoczków truskawkowych. - mruknął czarnowłosy. 
Zza zakrętu wyłonił się Snape w swojej śmiertelnie czarnej pelerynie. Machnął różdżką, a drzwi klasy gwałtownie się otworzyły. Weszli gęsiego do chłodnego pomieszczenia. Ze ściennych, zakurzonych lamp sączyło się wątłe, zielone światło. Na regale za biurkiem nauczyciela połyskiwały butelki o różnej zawartości. Hermiona mogła przysiąc, że w jednej z nich zobaczyła kiedyś ludzkie oko. Na blacie biurka stał pękaty, cynowy kociołek z jakimś eliksirem. Kiedy dziewczyna przechodziła obok wspięła się na palce, by zobaczyć , co się w nim znajduje. Substancja miała barwę śmiertelnej czerni i połyskiwała fioletem, nie wrzała i była pozbawiona jakiegokolwiek zapachu.
Wywar żywej śmierci, pomyślała Hermiona.
- Pospieszcie się. - warknął Snape - Nie mamy za dużo czasu, a macie skończyć swoje zadanie przed dzwonkiem.
Wszyscy zajęli swoje miejsca. Granger usiadła obok Harry'ego.
- Waszym zadaniem będzie przyrządzenie wywaru żywej śmierci. - oświadczył profesor - Kto mi powie, jak działa ten eliksir?
Ręka Hermiony wystrzeliła w górę.
- Tak, Granger? - mruknął Snape zniecierpliwiony.
- Jest to silny środek usypiający, powoduje omdlenia, dla niedoświadczonego czarodzieja może wyglądać, jak śmierć. W żadnym wypadku nie powoduje śmierci... Ale, profesorze przepisu na niego nie ma w naszej książce, to jest na poziomie OWU-temów...
- Wystarczy, Granger. - przerwał jej Snape. - Przepis macie tutaj. - zastukał różdżką w tablicę, na której natychmiast pojawiła się instrukcja. - Jak słusznie powiedziałaś, Granger jest to poziom OWU-temów. Pracujecie więc w parach. - Hermiona przysunęła się bliżej Harry'ego. - O nie, Potter. To ja ustalam pary. - mruknął nauczyciel z nutą satysfakcji w głosie.
Niektórzy zaczęli protesować, jednak Snape był jak zwykle nieugięty.
- Cisza. - nie musiał krzyczeć, żeby w klasie natychmiast zapanował spokój. - Potter - Zabini, Malfoy - Parkinson, Granger - Nott... - zaczął wymieniać
Harry odszedł w stronę łypiącego na niego spode łba Blaise'a Zabiniego. Jego miejsce zajął czarnowłosy, szczupły Ślizgon średniego wzrostu o czarnych oczach, które Hermionie wydawały się parą pancernyc dzrzwi, które uniemożliwiają jakimkolwiek emocjom wydostanie się na światło dzienne. .
- Cześć. - powiedziała nieśmiało.
Nie doczekała się odpowiedzi.
- Jeśli masz zamiar ignorować mnie, gdyż w twoich oczach jestem tylko nic nie wartą szlamą to daruj sobie. Mnie to już na prawdę nie rusza.
- Przecież nie nazwałem cię szlamą. - mruknął
- Och... - Hermiona lekko się zaczerwieniła
- Wiedz, że w cale nie miałem takiego zamiaru. Szczerze mówiąc to nie obchodzi mnie twój status krwi.
- Naprawdę? - zdziwiła się. Jeszcze nigdy nie spotkała osoby z domu węża, która nie nazwała jej szlamą.
- Czy tobie się wydaje, że wszyscy Ślizgoni są tacy, jak Malfoy? Cechy wyróżniające osoby z naszego domu to ambicja, spryt i zaradność, a nie chamskie i wredne zachowanie. Chociaż te drugie często idą z tymi pierwszymi w parze. Ale mimo to nie wystarczy być wrednym, żeby zostać Ślizgonem.
- Och, przepraszam, że potraktowałam cię tak stereotypowo... - powiedziała nieco zawstydzona Hermiona
- Nic się nie stało... - chłopak podjął nieudaną próbę uśmiechnięcia się
- Czas start. - powiedział Snape, kiedy każdy miał już swoją parę i obrócił klepsydrę stojącą na biurku.
Hermiona uważnie przeczytała przepis.
- Piołun... - mruknęła bardziej do siebie niż do swojego partnera.
- Masz na imię Hermiona, tak? - zapytał nieśmiało
- Tak. - mruknęła Granger ważąc w dłoni zioła. - Ty jesteś Teodor, zgadza się?
- Taaa. To imię po dziadku. Nie przepadam za nim. - mruknął podając jej kolejne składniki.
Skończyli eliksir na czas. Nie wyglądał dokładnie tak, jak ten w kociołku Snape'a, ale z pewnością prezentował się lepiej niż kleista masa Blaise'a i Harry'ego, czy papka Pansy i Dracona.
Zadowolony z siebie Teodor postawił fiolkę z wywarem opatrzoną ich imionami na biurku Snape'a. 
Zabrzmiał dzwonek. Gryfoni i Ślizgoni opuścili klasę i ruszyli do swoich dormitoriów by zostawić tam książki. Harry wybił się na przód - w końcu musiał się jeszcze przebrać w strój do quidditcha. Hermiona ociągała się nieco - jej torba była dziś wyjątkowo ciężka, ponieważ wypożyczyła z biblioteki kilka książek powtórzeniowych, przygotowujących do SUM - ów. Szła pustym korytarzem, kiedy usłyszała znajomy głos dochodzący z pustej klasy: 
- ... daj mi spokój, Katie. - mruknął Fred - Między nami już nic nie ma, rozumiesz?!
Hermiona przysunęła się bliżej uchylonych drzwi i zajrzała przez szparę. Rudzielec siedział na katedrze. Po klasie spacerowała z gracją baletnicy szczupła, długowłosa brunetka - Katie Bell.
- Jeszcze w czwartek zdawałeś się być innego zdania. - mruknęła mu cicho do ucha, tak, że Hermiona z trudem mogła to usłyszeć.
- W czwartek posunęłaś się za daleko. - powiedział Fred stanowczo. Puls Granger przyspieszał z każdym słowem.
- Aż tak źle całuję ? - zachichotała Katie i zastukała paznokciami o blat ławki. - Następnym razem bardziej się postaram. - jej palce powędrowały do guzika jego koszuli.
- Nie będzie następnego razu. - złapał ją gwałtownie za nadgarstek.
- Och, Freddie. - zaśmiała się - Ja zawsze dostaję to czego chcę. - zamruczała i ruszyła w stronę drzwi kołysząc biodrami.
 Do oczu Hermiony napłynęły łzy. Czyli to była tajemnica Freda, tak? Dlatego tak dziwnie się zachowywał?! A ona mu ufała! Chwyciła torbę i rzuciła się biegiem korytarzem. Nie miała pojęcia dokąd biegnie. Po prostu przed siebie. Nagle uderzyła w coś. Przepełniona torba pękła, a książki rozsypały się po podłodze. Teraz zdała sobie sprawę, że nie uderzyła w coś, a w kogoś.
- Auu. - mruknął Teodor masując obolałe ramię. - Dokąd tak biegniesz?
- C-o  t-y tu  ro-bi-sz? - załkała Hermiona
- Wracałem z toalety... - odparł zbierając jej książki. - Ty płaczesz? - postawił stos opasłych tomów na podłodze i podał jej rękę. - Co się stało?
- Ni-c - załkała ocierając łzy.
- Jeśli nie chcesz nie musisz mówić. Ja cię do niczego nie zmuszam - mruknął. - Lubisz quiddtcha?
- Nie za bardzo. - powiedziała wyciągając chusteczki z torby.
- Tak się składa, że ja też nie... Chodź. - mruknął
- Dokąd? - zapytała.
- Nie wiem. - wzruszył ramionami. - Po prostu chodź ze mną.
- A co z książkami? 
- Zostaw je tu. - zaproponował otwierając drzwi od komórki na miotły.
Ułożyli staranie wszystkie szkolne podręczniki Hermiony w schowku i ruszyli korytarzem.
Dziewczyna szybko domyśliła się dokąd idą. Znała tą drogę doskonale, dzięki Fredowi. Poczuła ukłucie w sercu. Myślenie o nim sprawiało okropny ból.
Wkrótce stanęli przed obrazem przedstawiającym misę z owocami, Teodor połaskotał gruszkę, ta zamieniła się w klamkę i hogwarcka kuchnia ukazała im się w całej swojej okazałości.
Chłopak zniknął gdzieś, a po chwili wrócił z talerzem pełny ciastek w jednej dłoni i parującym kubkiem kawy w drugiej.
- Proszę. To na otarcie łez. - podsunął jej słodycze i uśmiechnął się szczerze i prawdziwie, po raz pierwszy odkąd go zobaczyła, a w jego czarnych oczach, które na początku wydawały jej się parą pancernych drzwi zabłysły iskierki.

7 comments:

  1. Cześć. fred-hermione-draco.blogspot.com
    Zapraszam na nowy, 14 rozdział :)

    Czytałam Twoje opowiadanie od początku i postaram się wszystko nadrobić, gdy przeczytam, na pewno skomentuję ;)

    ReplyDelete
  2. Jestem, wróciłam i przeczytałam! Rozdział zajebusty jak każdy, dodaj szybko kolejny, bo mnie ciekawość zżera! Kocham Twój styl pisania ;)
    Mam nadzieję, że wpadniesz do mnie, przeczytasz i skomentujesz :)
    PS: Powiadom mnie o nowych notkach :D

    Aa, wyłącz weryfikację obrazkową w ustawieniach, bo komentowanie to straszna męka...

    ReplyDelete
  3. U mnie 8 rozdział ;)

    http://harrymione-diary.blogspot.com/

    ReplyDelete
  4. Zapraszam serdecznie na fred-hermione-draco.blogspot.com , gdzie pojawił się wreszcie rozdział 15 ;) Bardzo liczę na Twój komentarz i pozdrawiam :D

    ReplyDelete
  5. Hej!
    U mnie nowy rozdział, zapraszam :)

    http://harrymione-diary.blogspot.com/

    ReplyDelete
  6. Czemu wszystkie blogi przerywają się w najleprzych momentach.. To straszne ;-;

    ReplyDelete
  7. Będzie następny rozdział ?? Proszę jestem strasznie ciekawa !!

    ReplyDelete